Dlaczego akurat The Economist tak „boli” przy czytaniu
Specyficzny styl redakcji: zwięzły, gęsty, bez litości
The Economist uchodzi za jedno z najtrudniejszych pism do czytania po angielsku nie dlatego, że używa niezwykle rzadkich słów, ale dlatego, że łączy kilka cech naraz: bardzo duże zagęszczenie informacji, celowo ironiczny ton, skrótowość i brak „tłumaczenia oczywistości”. Redaktorzy zakładają, że czytelnik już orientuje się w polityce, ekonomii, kulturze czy technologii. Jeśli tego tła brakuje, mózg zaczyna się męczyć, a czytanie zwalnia do ślimaczego tempa.
Dodatkowym utrudnieniem jest styl: zdania są często długie, złożone, pełne wtrąceń i odniesień kulturowych, których nie wyjaśnia się wprost. Nawet osoba z poziomem C1 może czuć, że „rozumie pojedyncze słowa, ale gubi sens akapitu”. To normalne – i właśnie tu potrzeba strategii, a nie tylko słownika.
Język opinii, nie tylko faktów
The Economist to tygodnik opinii, a nie wyłącznie serwis informacyjny. Oznacza to przewagę języka oceniającego nad czysto opisowym. W praktyce pojawia się mnóstwo:
- eufemizmów (łagodzenie krytyki lub ironii),
- dyplomatycznych sformułowań,
- aluzji politycznych i kulturowych,
- gry słów w tytułach i śródtytułach.
Ten typ języka jest trudniejszy niż newsowy angielski typu BBC Learning English. Czytając artykuł, trzeba „czytać między wierszami”: rozpoznawać, kiedy autor chwali, kiedy kpi, kiedy podważa. Bez tego łatwo rozumieć tylko literalny poziom wypowiedzi, gubiąc istotę argumentu.
Dlaczego to świetny trening dla zaawansowanych
Jeżeli celem jest naprawdę zaawansowany angielski – taki, którym posługują się analitycy, konsultanci, naukowcy czy dyplomaci – The Economist to złota kopalnia. Uczy:
- precyzyjnego, klarownego formułowania myśli przy zachowaniu wysokiego rejestru języka,
- argumentacji – budowania tezy, kontrargumentu i konkluzji,
- rozpoznawania nastawienia autora (stance), co przydaje się w pisaniu esejów, raportów, opinii.
Warunek jest jeden: trzeba czytać mądrze, a nie „od dechy do dechy” z włączonym tłumaczem automatycznym. Kluczem jest słownictwo, powtarzalne frazy i dobrze dobrane tempo pracy.
Jak wybrać artykuł i ustawić sobie „poziom trudności”
Dobór tematu: znaj najpierw treść, potem język
Największym błędem ambitnych czytelników jest losowe wybieranie tekstu, „byle był ciekawy”. Jeśli jednocześnie uczysz się nowego tematu (np. polityki monetarnej) i nowego języka, obciążasz się podwójnie. Łatwiej utknąć, bo nie wiesz, czy nie rozumiesz idei, czy nie rozumiesz angielskiego.
Bezpieczniejsza strategia:
- Na początek wybieraj teksty o tematyce, którą już znasz z polskich źródeł: np. o znanych politykach, głośnych wydarzeniach, trendach technologicznych.
- Unikaj bardzo wąskich tematów eksperckich, dopóki nie oswoisz się ze stylem: np. szczegółowych analiz rynków obligacji czy reform systemu emerytalnego w konkretnym kraju.
- Dobrze sprawdzają się działy: Europe, International, Business, a także sekcje kulturalne.
Gdy wiesz, o czym mowa, masz mentalny „szkielet” i język angielski staje się wypełnieniem. Zamiast walczyć równocześnie z treścią i formą, możesz skupić się na jednym.
Ocena trudności w 30 sekund
Zanim zanurzysz się w artykuł, zrób krótki test. Przeczytaj:
- tytuł, lead (pierwsze 1–2 zdania),
- początek dwóch kolejnych akapitów.
Zadaj sobie trzy pytania:
- Czy rozumiem ogólną ideę, o czym jest tekst?
- Czy w tych kilku zdaniach jest więcej niż 5–7 słów, których zupełnie nie kojarzę?
- Czy konstrukcje zdań są dla mnie całkowicie nieprzejrzyste (nie wiem, gdzie jest główny czasownik)?
Jeśli na pytanie nr 1 odpowiadasz „tak”, a na 2 i 3 „raczej nie” – śmiało. Jeśli jednak już na starcie masz mur niezrozumiałych struktur, lepiej wybrać inny tekst albo potraktować ten jako „projekt do rozpracowania”, a nie codzienną lekturę.
Ustalony cel: co chcesz z tego tekstu „wydobyć”
Czytanie The Economist może służyć różnym celom. Bardzo pomaga nazwać je przed rozpoczęciem:
- Cel 1: ogólne zrozumienie treści – czytam szybko, prawie jak po polsku, uczę się przeskakiwania nad drobnymi lukami w słownictwie.
- Cel 2: trening słownictwa tematycznego – wybieram 1–2 tematy (np. inflacja, wybory, sztuczna inteligencja) i zbieram kluczowe pojęcia, związek wyrazów, typowe frazy.
- Cel 3: trening stylu pisania – zwracam uwagę na konstrukcje zdań, frazy łączące, sposób formułowania opinii.
Nie ma sensu próbować robić wszystkiego naraz. Raz czytasz szybciej „na sens”, innym razem wolniej „na język”. Taka naprzemienność jest bardziej efektywna niż stałe, przeraźliwie wolne czytanie, gdzie każde zdanie to walka.
Strategie czytania: trzy poziomy tempa i koncentracji
Czytanie szybkie: skanowanie i orientacja
Na górze jest skimming – szybkie przebieganie po tekście w poszukiwaniu ogólnego sensu. To etap, który wielu zaawansowanych pomija, a dzięki niemu można zredukować poczucie chaosu.
Prosty schemat szybkiego czytania The Economist:
- Najpierw przeczytaj tytuł, lead, ostatni akapit – żeby złapać główną tezę lub wniosek.
- Kolejno „przeleć” oczami pierwsze zdanie każdego akapitu. W wielu tekstach te zdania pełnią funkcję mini-streszczeń.
- Zaznacz (nawet w myślach) akapity, które wydają się kluczowe lub szczególnie niezrozumiałe – tam wrócisz podczas wolniejszego czytania.
Na tym etapie ignoruj słówka, których nie znasz. Celem jest mapa artykułu: gdzie jest opis sytuacji, gdzie argumenty za, gdzie przeciw, gdzie przykład z konkretnego kraju, gdzie puenta.
Czytanie dokładne: 70–80% rozumienia bez słownika
Drugi poziom to reading for detail: normalne, płynne czytanie, ale już zdanie po zdaniu. Tu pojawia się pokusa natychmiastowego sprawdzania każdego nieznanego słowa. Warto ją świadomie wyhamować.
Zasada praktyczna:
- Jeśli nieznane słowo nie jest kluczowe dla sensu zdania – idź dalej.
- Jeśli nie rozumiesz sensu całego zdania lub akapitu – zatrzymaj się i poszukaj kontekstu: przykładu, synonimu, opisu obok.
- Słowa, które wracają kilka razy w tekście, to kandydaci do zapisania i późniejszego „rozpracowania”.
Przy czytaniu dokładnym możesz zakładać, że 20–30% językowych drobiazgów pozostanie na razie w cieniu. Skup się na strukturze argumentu: co autor twierdzi, czym to uzasadnia, co z tego wynika.
Czytanie „laboratoryjne”: analiza słownictwa i fraz
Trzeci poziom, który dobrze wykorzystywać 1–2 razy w tygodniu, to czytanie analityczne. Polega na tym, że bierzesz krótki fragment (np. jeden akapit) i pracujesz z nim jak z materiałem na zajęciach C1/C2.
Możesz:
- przepisać sobie akapit i podkreślić wszystkie wyrażenia, które są dla ciebie nowe lub ciekawe,
- spróbować własnymi słowami przeformułować każde zdanie (parafraza),
- wyciągnąć z tekstu frazy przydatne w twoim pisaniu (np. do esejów, raportów),
- porównać kilka tekstów o podobnej tematyce i zauważyć powtarzalne kolokacje.
Taka „mikroanaliza” jednego akapitu potrafi dać więcej niż bezrefleksyjne przeczytanie całego numeru magazynu. Szczególnie jeśli robisz to regularnie, a nie raz na pół roku.
Słownictwo z The Economist: które słowa warto „łapać”
Warstwy słownictwa: od konkretu do abstrakcji
Słownictwo w The Economist można podzielić na kilka warstw. Inaczej pracuje się z terminologią ekonomiczną, inaczej z ogólnymi słowami, a jeszcze inaczej z idiomami czy eufemizmami. Kluczowe trzy kategorie to:
- słownictwo ogólnoakademickie (np. however, moreover, consequently, to exacerbate, to undermine),
- kolokacje tematyczne (np. tight monetary policy, fiscal stimulus, political backlash),
- frazy opiniotwórcze (np. It is tempting to think…, Critics argue that…, The evidence suggests…).
Słowa z pierwszej grupy przydadzą się w absolutnie każdym tekście formalnym. Druga grupa przyda się w twojej zawodowej i akademickiej komunikacji (szczególnie jeśli obracasz się w biznesie, polityce, ekonomii). Trzecia grupa jest niezbędna, jeśli chcesz pisać przekonujące eseje po angielsku.
Jak wybierać słownictwo do nauki, żeby nie utonąć
Na jednej stronie The Economist znajdziesz dziesiątki trudniejszych słów. Zamiast zapisywać wszystko, ustal filtry. Na listę trafiają tylko słowa i frazy, które spełniają co najmniej jedno z kryteriów:
- pojawiają się w danym artykule kilka razy (lub w kilku tekstach z rzędu),
- są częścią typowej kolokacji (np. to wield power, to curb inflation, to stifle innovation),
- wyraźnie przydadzą ci się w twojej pracy/nauce (np. due diligence, regulatory framework, corporate governance),
- są uniwersalnymi czasownikami lub przymiotnikami formalnymi (np. to offset, to foster, sustainable, compelling).
Jeżeli słowo jest bardzo specjalistyczne i raczej rzadkie (np. nazwy konkretnych instytucji czy egzotycznych rozwiązań prawnych), zwykle wystarczy je rozpoznać, nie musisz go aktywnie zapamiętywać, chyba że leży dokładnie w twojej dziedzinie.
Przykładowe typowe kolokacje i jak z nimi pracować
Kilka przykładów autentycznie użytecznych kolokacji wyjętych ze stylu The Economist:
| Fraza | Przybliżone znaczenie | Jak wykorzystać |
|---|---|---|
| to curb inflation | ograniczać inflację | Używaj w kontekście polityki banku centralnego, działań rządu. |
| to fuel concerns | podsycać obawy | Świetne do opisów reakcji rynków, społeczeństwa, opinii publicznej. |
| political backlash | polityczny odwet / sprzeciw | Dobry zwrot przy opisie konsekwencji kontrowersyjnych reform. |
| to tighten monetary policy | zaostrzać politykę monetarną | Przy dyskusjach o stopach procentowych, inflacji, działaniach banku centralnego. |
| to erode trust | podkopywać zaufanie | Uniwersalna kolokacja – polityka, biznes, relacje międzynarodowe. |
Zamiast pojedynczych słów staraj się zapisywać całe połączenia. Twórz do nich własne przykłady zdań, najlepiej związane z twoim światem (twoja branża, twoje zainteresowania). Dzięki temu słownictwo nie zostaje abstrakcyjne.
Frazy, które ciągle wracają w The Economist i jak je „oswoić”
Wyrażenia budujące argumentację
The Economist kocha jasno budowane argumenty. W tekstach ciągle przewijają się charakterystyczne wstępy do zdań, które można przejąć w 100%. Kilka typowych schematów:
- There are good reasons to believe that… – istnieją mocne powody, by sądzić, że…
- It is tempting to think that…, but… – aż kusi, by sądzić, że…, jednak…
- For all its flaws, … – pomimo wszystkich swoich wad…
- To be fair, … – uczciwie mówiąc / trzeba przyznać, że…
- By contrast, … – dla kontrastu / przeciwnie…
- At first glance… Yet on closer inspection… – na pierwszy rzut oka… jednak przy bliższym przyjrzeniu…
- That said, … – mimo to / a jednak…
- For all its flaws, the policy has stabilised prices.
- For all its flaws, remote work has boosted productivity for many firms.
- It is far from clear that… – wcale nie jest oczywiste, że…
- It is doubtful whether… – jest wątpliwe, czy…
- Few would dispute that… – mało kto zakwestionuje, że…
- It is hard to escape the conclusion that… – trudno uciec od wniosku, że…
- There is a growing sense that… – narasta poczucie, że…
- to be on the rise / on the wane – być na fali wznoszącej / schyłkowej,
- to gain momentum – nabierać rozpędu,
- a long-standing problem – długoletni / utrwalony problem,
- a recent surge in… – ostatni gwałtowny wzrost (np. cen, migracji),
- a sharp reversal – gwałtowne odwrócenie trendu.
- 5 minut – szybka orientacja
Tytuł, lead, pierwszy i ostatni akapit, potem pierwsze zdanie każdego akapitu. Ustal: o czym jest tekst i po co został napisany (opis, analiza, komentarz, prognoza). - 15–20 minut – czytanie dokładne
Czytaj linearnie, bez słownika, do momentu, gdy nie rozumiesz całego akapitu, nie pojedynczego słowa. Wtedy cofnij się, spróbuj „rozgryźć” znaczenie z kontekstu. Jeśli się nie da – dopiero wtedy sprawdź. - 10 minut – minianaliza językowa
Wybierz 1–2 akapity, zaznacz 5–10 fraz, które:- są ogólnoakademickie,
- tworzą wyraźne kolokacje,
- lub szczególnie pasują do twojej pracy / studiów.
Do każdej frazy dopisz jedno własne zdanie. Bez tego słowo szybko wyparuje z pamięci.
- Przeczytaj zdanie na głos w głowie, trochę wolniej. Często rytm ujawnia strukturę.
- Znajdź czasownik główny i podmiot – co tu się właściwie dzieje?
- Zignoruj na chwilę wtrącenia w przecinkach / myślnikach. Przeczytaj zdanie „bez nich”.
- Jeśli nadal jest mgliście – przejdź do następnego zdania. Czasami wyjaśnienie przychodzi w kolejnym wersie.
- 1 linijka – tytuł artykułu + data,
- 3 punkty – główna teza / wnioski (po polsku lub po angielsku),
- 5–10 fraz – tylko te, które spełniają twoje „filtry” (częste, przydatne, pasujące do branży),
- 3–5 własnych zdań – z użyciem nowych zwrotów.
- typowe otoczenie (np. erode public trust / erode investors’ confidence),
- czy ma zabarwienie pozytywne, negatywne czy neutralne,
- czy częściej pojawia się w tekstach formalnych czy potocznych.
Zwroty sygnalizujące kontrast, zastrzeżenie i zmianę perspektywy
Obok klasycznych spójników typu however czy nevertheless często pojawiają się dłuższe, bardziej „publicystyczne” formuły. Kilka z nich:
Dobry sposób na ich „oswojenie” to dosłowne przepisanie kilku zdań z artykułu, a potem zamiana treści na własną. Zostawiasz szkielet, podmieniasz środek:
Po kilku takich próbach zaczniesz automatycznie sięgać po te struktury w mówieniu i pisaniu.
Delikatne wyrażanie opinii i sceptycyzmu
Charakterystyczną cechą The Economist jest balans między stanowczą opinią a ostrożnością. Zamiast It is wrong, częściej pojawi się coś w tym stylu:
W praktyce możesz stworzyć sobie małą „tabelkę opinii”: po lewej wersja zbyt prosta (I think that…), po prawej – elegancki ekwiwalent z magazynu. W czasie pisania esejów lub raportów świadomie sięgaj do tej prawej kolumny.
Frazy do opisywania trendów i zmian w czasie
Artykuły w The Economist rzadko mówią o stanie „tu i teraz” w izolacji. Częściej pokazują, że coś rosło, maleje, przyspiesza, odwraca się. Słownictwo wokół trendów jest bardzo powtarzalne:
Jeśli twoim celem jest lepsze pisanie po angielsku, pojedynczy artykuł możesz potraktować jak „bank trendów”: znajdź wszystkie czasowniki i rzeczowniki opisujące zmiany, zanotuj je razem z krótkim komentarzem po polsku i jednym własnym zdaniem.
Jak pracować z jednym artykułem krok po kroku
Plan 30–40 minut: od skimmingu do notatki z frazami
Wykorzystaj prostą sekwencję, którą można powtarzać 2–3 razy w tygodniu. Przykładowo:
Takie podejście jest realistyczne nawet przy intensywnej pracy zawodowej: jeden artykuł w tygodniu czytany w ten sposób da więcej niż przypadkowe przewijanie pięciu tekstów w autobusie.
Jak nie ugrzęznąć przy pierwszym trudniejszym zdaniu
Najczęstszy scenariusz: pierwsze dwa zdania – pełne energii. Trzecie, złożone, z wtrąceniem i metaforą – blokada. W takich momentach pomaga prosty protokół:
Widoczne „dziury” można domknąć dopiero przy drugim czytaniu. Ciągły perfekcjonizm na poziomie pierwszej lektury jest prostą drogą do rezygnacji.

Techniki notowania słownictwa i fraz
Minimalistyczny system notatek zamiast „encyklopedii słówek”
Przy każdym artykule liczba potencjalnie ciekawych słów jest ogromna. Przydaje się prosty, powtarzalny szablon notatki, np. w OneNote, Notion czy zeszycie:
Taki format można wypełnić w 10 minut. Kluczowe jest to, że każda fraza pojawia się od razu w twoim zdaniu – mózg nie uczy się list, tylko użycia w kontekście.
Jak opisywać kontekst, żeby słowa nie były „gołe”
Samo tłumaczenie to erode trust – podkopywać zaufanie to za mało. Przy każdym zwrocie dopisz krótki komentarz:
W praktyce notatka mogłaby wyglądać tak:
to erode trust – podkopywać zaufanie
typowo: public trust, voters' trust, investors' confidence
styl: formalny, publicystyka, raporty
Moje zdanie: A series of scandals has eroded public trust in the institution.Łączenie The Economist z Anki / fiszkami
Jeżeli korzystasz z Anki lub innego systemu fiszek, twórz karty na poziomie frazy, nie pojedynczego słowa. Kilka zasad, które dobrze działają:
- Na awersie: krótkie zdanie z wyciętą frazą; na rewersie – pełne zdanie z uzupełnieniem.
- Dodaj informację, z jakiego artykułu pochodzi przykład (krótki tytuł). To wzmacnia skojarzenia.
- Jeżeli fraza jest metaforyczna lub ironiczna, dopisz jedno zdanie po polsku, które oddaje „klimat”.
Przykładowa karta:
Awers: The reform was meant to help, but it ended up ______ trust in the judiciary.
Rewers: The reform was meant to help, but it ended up eroding trust in the judiciary.
(art.: „Judges under pressure”)Tempo czytania a poziom języka
Jak dopasować ambicje do rzeczywistego poziomu
Inaczej będzie czytać osoba na B2, inaczej ktoś pewnie czujący się na C1/C2. Dobrze jest świadomie dobrać „tryb pracy” do aktualnych umiejętności.
- Poziom B2 – jeden artykuł tygodniowo „na poważnie” według schematu 30–40 minut, plus okazjonalne szybkie skanowanie kolejnych tekstów tylko dla zrozumienia ogólnego.
- Poziom C1 – 2–3 artykuły tygodniowo, z czego jeden traktowany „laboratoryjnie” (analiza fraz, parafraza).
- Poziom C2 / blisko native – większy nacisk na styl: wyłapywanie ironii, metafor, gier słownych, pisanie krótkich własnych komentarzy w tym samym tonie.
Założenie, że „od jutra codziennie cały numer” kończy się zwykle po trzech dniach. O wiele skuteczniej działa rytm typu: poniedziałek – artykuł z działu finance, czwartek – tekst o polityce, sobota – analiza jednego akapitu.
Co robić, gdy tekst jest wyraźnie ponad siły
Czasami trafisz na artykuł pełen nazw programów rządowych, lokalnych skrótów, odniesień historycznych. Zamiast walczyć na siłę, możesz:
- ograniczyć się do skimmingu i 1–2 akapitów dokładnego czytania,
- potraktować tekst jako źródło tylko słownictwa z jednej kategorii (np. wyrażenia opisujące kryzys),
- przeskoczyć do pokrewnego artykułu o szerszym, globalnym kontekście, gdzie tło jest lepiej wyjaśnione.
Pojedynczy, „za trudny” materiał nie jest problemem. Problemem jest wrażenie, że każdy tekst taki jest. Dlatego dobrze co jakiś czas sięgnąć też po prostsze źródła (np. BBC, The Guardian) i poczuć, że tam czyta się już naprawdę swobodnie.
Łączenie czytania z mówieniem i pisaniem
Proste ćwiczenia aktywizujące po lekturze
Czytanie samo w sobie rozumienie poprawi. Jeżeli jednak chcesz, by nowe frazy pojawiły się w twoim mówieniu i pisaniu, potrzebujesz małej „dogrywki” po każdym artykule. Wystarczy kilka minut.
Przykładowe zadania:
- Mini-streszczenie na głos – 3–4 zdania po angielsku: o czym był tekst, co autor twierdzi, z czym się zgadzasz albo nie.
- Dwa argumenty za, dwa przeciw – nawet jeśli nie było ich w tekście, spróbuj je samodzielnie zbudować, używając choć 2–3 nowych fraz.
- Jedno zdanie w „stylu The Economist” – wybierz jeden z poznanych schematów (np. It is tempting to think that…, but…) i wypełnij go treścią z zupełnie innej dziedziny (np. z twojej pracy.
Dobrym nawykiem jest nagrywanie 1–2 minut takich wypowiedzi na telefon. Po miesiącu różnica w płynności i jakości struktur gramatycznych jest bardzo wyraźna.
Przepisywanie zdań i parafraza jako „siłownia stylu”
Jeżeli celem jest poziom C1/C2 w pisaniu, można zainspirować się technikami tłumaczy i copywriterów:
- Wybierz 3–5 zdań, które szczególnie ci się podobają (np. są zwięzłe, celne, ironiczne).
- Przepisz je, zostawiając odstępy między wierszami.
- Pod każdym zdaniem napisz 2–3 własne wersje, zachowując strukturę, ale zmieniając słownictwo i temat.
Przykład:
It is hard to escape the conclusion that the government has run out of ideas.
→ It is hard to escape the conclusion that the company has lost its sense of direction.
→ It is hard to escape the conclusion that universities need a new funding model.Takie „przeklejanie szkieletu” zdań jest jednym z najszybszych sposobów, by rzeczywiście zacząć pisać jak teksty, które czytasz – a nie tylko je rozumieć.
Radzenie sobie z ironią, humorem i aluzjami
Jak rozpoznać, że autor „mruga okiem”
Jedno z wyzwań The Economist to ton: z pozoru bardzo poważny, ale z regularnymi wtrąceniami ironii. Kilka sygnałów, że zdanie nie jest dosłowne:
- nietypowe metafory (to throw money at a problem, to kick the can down the road),
- paradoksalne zestawienia (cheerful pessimism, a modest empire),
- celowe „niedopowiedzenia” (not exactly a resounding success).
Typowe źródła aluzji w The Economist
Spora część „mrugnięć okiem” odwołuje się do wspólnego kulturowego pola. Jeżeli wiesz, gdzie autorzy najczęściej szukają inspiracji, mniej zaskoczy cię nagły cytat czy dziwny tytuł.
- Klasyka literatury i mitologia – nawiązania do Szekspira, Biblii, greckich mitów (Pandora’s box, Achilles’ heel, the writing on the wall).
- Popkultura – tytuły filmów, seriali, piosenek przerobione na polityczne lub ekonomiczne gry słów.
- Historia i polityka XX wieku – Churchill, zimna wojna, Thatcher, Reagan; często jedno zdanie streszcza całe tło historyczne.
- Ekonomia akademicka – aluzje do znanych nazwisk (Keynes, Hayek) lub metafor (the invisible hand).
Nie trzeba znać wszystkich źródeł, by rozumieć tekst. Dobrze jednak rozpoznać sam sygnał: „to brzmi jak cytat”. Wtedy zamiast frustrować się w miejscu, można kontynuować lekturę, a ciekawsze nawiązania sprawdzić po fakcie.
Strategia „odpuszczam, ale zaznaczam”
Ironia i aluzje są kłopotliwe, bo szybko wciągają w spiralę wyszukiwania: jedno odniesienie na Wikipedii, drugie w słowniku idiomów, trzecie w jakimś artykule. Zamiast rozbijać sobie rytm czytania, można przyjąć prostą praktykę:
- zaznaczasz podejrzany fragment (np. w aplikacji czytnika lub markerem),
- stawiasz krótki komentarz: „joke?”, „allusion?”,
- czytasz artykuł dalej, nie zatrzymując się na dłużej niż 5–10 sekund.
Przy drugim przejściu przez tekst wracasz tylko do tych 2–3 miejsc, które naprawdę cię intrygują. W praktyce wiele aluzji „same się wyjaśnia” po przeczytaniu całego artykułu – nagle okazuje się, że dziwny tytuł idealnie pasuje do puenty ostatniego akapitu.
Jak samodzielnie „rozbrajać” żart lub ironię
Da się to zrobić w kilku krokach, bez doktoratu z literaturoznawstwa. Sprawdza się szczególnie na poziomie C1 i wyżej:
- Przepisz zdanie i zrób dosłowny przekład. Bez polerowania stylu, tak „jak leci”.
- Zidentyfikuj słowo-klucz. Co czyni to zdanie „dziwnym”? Paradoks, nietypowy przymiotnik, nagle zmieniony rejestr?
- Napisz drugą wersję po angielsku – całkowicie serio. Bez ironii, bez gry słów, tylko prosta treść.
- Porównaj obie wersje. Zobacz, co dokładnie dodaje ironia: ocenę? dystans? krytykę?
Chodzi o to, by nie tylko „zauważyć żart”, ale móc świadomie zrozumieć jego funkcję. Po kilkunastu takich ćwiczeniach sam zaczniesz budować podobne konstrukcje w swoich tekstach.
Rytuały i nawyki, które pomagają się nie zniechęcić
Stała pora, stałe miejsce, stały „pakiet”
The Economist jest zbyt gęsty, by traktować go jak losową aplikację z newsami. Dużo lepiej działa mały, powtarzalny rytuał. Przykładowy „pakiet” na 30–40 minut:
- 5 minut – przejrzenie spisu treści, wybranie jednego tekstu głównego i jednego krótszego,
- 15–20 minut – czytanie głównego artykułu w trybie „pół-intensywnym” (bez słownika co dwa zdania),
- 5–10 minut – notatki: 5–10 fraz, 3 własne zdania, jedno ćwiczenie mówione,
- 5 minut – szybkie skanowanie krótszego tekstu tylko dla ogólnego zrozumienia.
Wiele osób zauważa, że kiedy czytanie ma jasno zdefiniowany początek i koniec, frustracja maleje. Nawet jeśli artykuł był trudny, wiadomo, że „pakiet” został odhaczony i kolejna sesja będzie prostsza.
Prosty system śledzenia postępów
Drobna, ale zaskakująco motywująca rzecz – śledzenie, ile faktycznie artykułów przerobiłaś/przerobiłeś i w jaki sposób. Może to być kartka, tabela w Excelu, notatka w telefonie. Wystarczy kilka kolumn:
- data i tytuł tekstu,
- dział (leaders, finance, science & technology itd.),
- tryb: skim / dokładne czytanie / analiza językowa,
- subiektywna trudność 1–5,
- krótki wniosek typu: „dużo metafor politycznych”, „sporo danych, mało żartu”.
Po miesiącu widać wyraźne wzorce: które działy są dla ciebie najcięższe, w których czujesz się już prawie jak w polskiej prasie, gdzie rośnie twoja tolerancja na ironię i aluzje.
Radzenie sobie z „dniami słabej głowy”
Nawet przy dobrym poziomie języka będą dni, kiedy dwa pierwsze akapity idą jak po grudzie. Zamiast na siłę walczyć z tekstem, możesz mieć przygotowane trzy „awaryjne tryby”:
- Tryb tylko nagłówki + leady – czytasz same tytuły i pierwsze akapity kilku artykułów, bez wchodzenia w szczegóły.
- Tryb polowanie na frazy – wybierasz krótki tekst i wyłapujesz wyłącznie zestawy typu adjective + noun lub verb + preposition.
- Tryb audio – włączasz wersję audio artykułu (jeśli masz dostęp) i słuchasz bez presji pełnego zrozumienia, traktując to jak podcast.
Cel w takie dni jest prosty: utrzymać kontakt z językiem i z tonem The Economist, zamiast całkowicie odpuszczać. Jakość przyjdzie następnym razem.
Praca z różnymi działami: polityka, biznes, nauka
Polityka i sprawy międzynarodowe: jak ogarnąć natłok nazw
Artykuły polityczne bywają najtrudniejsze, bo oprócz języka trzeba nadążać za geografią, historią i lokalnymi skrótami. Zamiast zapamiętywać wszystko, możesz przyjąć filtr „tylko to, co się powtarza”:
- jeśli jakiś polityk, partia lub instytucja pojawiają się w kilku numerach z rzędu – zanotuj je z krótkim opisem (po polsku lub po angielsku),
- ignoruj jednorazowe nazwy małych komitetów, lokalnych programów; kontekst zwykle wystarcza, by zrozumieć, kto jest „dla” a kto „przeciwko”.
Pomaga też mini-słowniczek polityczny, który rozwijasz z numeru na numer. Kilkanaście fraz typu grassroots movement, lame-duck president, power broker często powtarza się w różnych krajach i kontekstach.
Biznes i finanse: równowaga między żargonem a językiem ogólnym
Dział Business i Finance & economics to mieszanka twardych terminów i świetnych metafor. Dobrą strategią jest podział na dwie kategorie notatek:
- słowa „branżowe” – terminy, które przydadzą ci się zawodowo (leveraged buy-out, corporate governance, yield curve),
- uniwersalne frazy opisujące zmiany i trendy – przydatne niemal w każdej branży (to gain momentum, to upend an industry, to face headwinds).
Te drugie są często cenniejsze w długim terminie. Łatwo przeniesiesz je do prezentacji, raportów czy rozmów o zupełnie innych tematach niż giełda czy obligacje.
Nauka i technologia: jak nie utknąć w terminologii
Teksty z działu Science & technology bywają przystępne, ale potrafią nagle wjechać w szczegóły biologii molekularnej albo fizyki. Pomaga tu zasada „trzech poziomów zrozumienia”:
- Poziom 1 – o co chodzi ogólnie? Co ma się zmienić, co ma być lepsze, co jest ryzykowne?
- Poziom 2 – kto jest graczem? Uniwersytety, firmy, rządy, konsumenci – kto na tym zyska/straci?
- Poziom 3 – jakie 2–3 kluczowe terminy warto znać? Reszta terminologii może zostać na poziomie „rozpoznaję, ale nie definiuję”.
Nie ma sensu zapamiętywać nazw wszystkich białek czy cząsteczek. O wiele bardziej przyda się kilka powtarzalnych struktur typu Researchers are scrambling to…, The technology holds promise, but…, które możesz używać przy innych innowacjach.
Świadome budowanie własnego „słownika The Economist”
Kategorie, które porządkują materiał
Zamiast gromadzić słowa w jednej długiej liście, pomaga myślenie kategoriami. Przy każdym nowym numerze możesz oznaczać frazy jednym z kilku tagów:
- OPINIA – słowa i struktury wyrażające ocenę (deeply flawed, broadly welcomed, a sobering reminder),
- TREND – opisy zmian, wzrostów, spadków (is on the rise, has stalled, is losing steam),
- KONSEKWENCJE – co z czego wynika (as a result, this has paved the way for…, the move risks undermining…),
- NUANSOWANIE – łagodzenie tez (for all its flaws, to be fair, to some extent).
Po kilku tygodniach zauważysz, że twoje własne wypowiedzi zaczynają brzmieć podobnie: mniej skrajnych stwierdzeń, więcej subtelnych „dopisków”, które tak lubi styl The Economist.
Bank gotowych „otwarć” i „zakończeń” zdań
Autorzy często korzystają z powtarzalnych szkieletów, które nadają zdaniom charakter. Warto je świadomie kolekcjonować. Przykłady typowych „otwarć”:
- It is tempting to believe that…, but…
- For all the talk of…, <kontrast>
- What makes this different is…
- At first glance…, yet…
Do tego dochodzą „zakończenia” streszczające wniosek:
- — a prospect that worries both… and…
- — a reminder that…
- — a change that will be hard to reverse.
Dobrym ćwiczeniem jest stworzenie sobie jednej strony A4 takich początków i końcówek, a potem raz w tygodniu napisanie kilku akapitów na zupełnie inny temat (np. sytuacja w twojej branży, twoje miasto), korzystając tylko z tego „banku”.
Przenoszenie fraz do własnej pracy i życia
Słownictwo z The Economist szybko „wchodzi” w krew, jeśli zaczynasz używać go poza kontekstem samej gazety. Kilka prostych sposobów na to przeniesienie:
- podczas spotkania w pracy świadomie wpleć jedno sformułowanie, które zapisałeś/aś dzień wcześniej („This project has gained momentum over the past few weeks” zamiast „dobrze nam idzie”),
- w mailach do zagranicznych współpracowników podmieniaj proste frazy na bardziej „economistowe” – stopniowo, nie wszystkie naraz,
- w krótkich notatkach prywatnych (np. dziennik po angielsku) używaj struktur opiniotwórczych i nuansujących, których nauczyłeś/aś się z artykułów.
Najważniejsze, by każde nowe wyrażenie miało przynajmniej jedną „żywą” sytuację użycia w twoim życiu. Wtedy przestaje być tylko ładnym cytatem, a staje się częścią twojego realnego języka.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Jak zacząć czytać The Economist na poziomie zaawansowanym, żeby się nie zniechęcić?
Najbezpieczniej zacząć od artykułów o tematyce, którą już znasz z polskich źródeł – np. głośne wybory, znani politycy, duże firmy technologiczne, najważniejsze kryzysy gospodarcze. Dzięki temu znasz już „historię”, a skupiasz się głównie na języku.
Na początku unikaj bardzo wąskich, eksperckich analiz (np. szczegółowe reformy podatkowe konkretnego kraju). Lepiej wybierać działy takie jak Europe, International, Business oraz sekcje kulturalne, gdzie łatwiej nadążyć za kontekstem.
Czy The Economist jest za trudny, jeśli mam poziom B2/C1 z angielskiego?
Nawet osoby na poziomie C1 często mają wrażenie, że „rozumieją słowa, ale gubią sens akapitu” – to normalne. Trudność wynika z gęstości informacji, ironicznego tonu, długich zdań i licznych aluzji kulturowych, a nie z samej listy słówek.
Przy poziomie B2/C1 warto traktować The Economist jako trening zaawansowanego czytania: nie czytać wszystkiego „od deski do deski”, tylko wybierać krótsze teksty, jasno określać cel (sens, słownictwo albo styl) i akceptować, że 100% zrozumienia nie jest konieczne.
Jak szybko ocenić, czy dany artykuł z The Economist nie jest dla mnie za trudny?
Wykonaj 30‑sekundowy test. Przeczytaj tytuł, lead (pierwsze 1–2 zdania) oraz początek dwóch kolejnych akapitów. Następnie odpowiedz sobie na trzy pytania:
- Czy rozumiem ogólną ideę, o czym jest tekst?
- Czy pojawia się więcej niż 5–7 zupełnie obcych słów w tych kilku zdaniach?
- Czy konstrukcje zdań są tak nieprzejrzyste, że nie widzę, gdzie jest główny czasownik?
Jeśli ogólny sens jest jasny, a liczba zupełnie obcych słów i „łamanych” zdań jest umiarkowana – artykuł jest dobrym kandydatem do lektury. Jeśli już na starcie widzisz „mur”, lepiej zostawić tekst na później lub potraktować go jako dłuższy projekt, a nie codzienne czytanie.
Jakie strategie czytania The Economist są najskuteczniejsze dla zaawansowanych?
Najlepiej stosować trzy poziomy czytania. Najpierw skimming: szybkie przejrzenie tytułu, leadu, ostatniego akapitu i pierwszych zdań akapitów, żeby zbudować „mapę” tekstu. Na tym etapie ignorujesz nieznane słówka.
Następnie reading for detail: normalne, płynne czytanie zdanie po zdaniu, z założeniem, że nie musisz rozumieć każdego szczegółu. Dopiero od czasu do czasu wchodzisz w tryb „laboratoryjny” – analizujesz krótki fragment (np. jeden akapit), wypisujesz ciekawe frazy, parafrazujesz zdania i świadomie wyciągasz materiał do własnego pisania.
Czy podczas czytania The Economist warto sprawdzać każde nieznane słowo w słowniku?
Sprawdzanie każdego słówka spowalnia lekturę do tego stopnia, że wiele osób szybko się poddaje. Bardziej efektywna jest zasada selekcji: ignoruj słowa, które nie są kluczowe dla sensu zdania, a skup się na tych, które pojawiają się wielokrotnie lub blokują zrozumienie całego fragmentu.
W praktyce najlepiej zaznaczać wybrane słowa i frazy podczas czytania, a dopiero po skończeniu tekstu spokojnie je „rozpracować”: znaleźć definicje, przykłady użycia i zapisać je w kontekście, a nie jako oderwaną listę haseł.
Jakie słownictwo z The Economist najbardziej przydaje się na poziomie zaawansowanym?
Największą „stopę zwrotu” daje słownictwo ogólnoakademickie (np. however, moreover, consequently, to undermine, to exacerbate) oraz powtarzalne kolokacje tematyczne z interesującej cię dziedziny (np. inflationary pressures, tight monetary policy, voter turnout).
Warto też zwracać uwagę na język opinii: eufemizmy, dyplomatyczne sformułowania, typowe zwroty sygnalizujące ocenę lub dystans autora. To one później podnoszą jakość twoich esejów, raportów czy wypowiedzi ustnych w formalnym rejestrze.
Jak wykorzystać The Economist do poprawy własnego stylu pisania po angielsku?
Wybierz krótkie fragmenty i traktuj je jak wzorce. Zwracaj uwagę na konstrukcje zdań, spójniki (linking words), sposób budowania tezy, kontrargumentu i podsumowania. Dobrą techniką jest parafrazowanie – piszesz własną wersję akapitu, zachowując strukturę argumentu, ale zmieniając słownictwo.
Możesz też tworzyć mini‑bank fraz: wypisuj gotowe zwroty do wprowadzania opinii, zastrzeżeń, kontrastów czy wniosków. Później świadomie wplataj je do własnych esejów i raportów, dzięki czemu twój angielski będzie brzmiał bardziej profesjonalnie i „ekonomistowo”.
Najważniejsze punkty
- The Economist jest trudny nie przez rzadkie słowa, lecz przez wysokie zagęszczenie informacji, ironiczny ton, skrótowość i założenie dużej wiedzy czytelnika o świecie.
- Styl pisma opiera się na długich, złożonych zdaniach, aluzjach i odniesieniach kulturowych, co sprawia, że nawet zaawansowani czytelnicy mogą rozumieć słowa, ale gubić sens akapitów.
- Jako tygodnik opinii The Economist używa wielu eufemizmów, dyplomatycznego języka i gier słownych, więc kluczowe jest „czytanie między wierszami” i rozpoznawanie ocen oraz nastawienia autora.
- Czytanie tego pisma to świetny trening zaawansowanego angielskiego: precyzyjnego formułowania myśli, argumentacji oraz analizy tonu i postawy autora.
- Aby nie „utknąć”, warto wybierać artykuły o tematach już znanych z polskich źródeł i unikać na początku bardzo wąskich, eksperckich analiz.
- Przed lekturą pełnego tekstu należy w 30 sekund ocenić jego trudność (po tytule, leadzie i początkach akapitów) i zdecydować, czy nadaje się na bieżącą lekturę, czy raczej na osobny „projekt”.
- Skuteczne czytanie wymaga jasnego celu (sens, słownictwo lub styl) oraz stosowania różnych temp pracy, m.in. szybkiego skimmingu dla ogólnego zarysu i wolniejszego czytania dla detali językowych.






